piątek, 3 listopada 2017

Listy z Lesnej Polany




Moja Kochana Matko Polko!

Dolecieliśmy szczęśliwie. Nad oceanem trochę rzucało, przy czym „trochę” to spore niedomówienie. Prawdę mówiąc, czułam się w pewnej chwili jak but w trumnie (nie pytaj, dlaczego to porównanie przyszło mi w tamtej chwili na myśl, tak się właśnie czułam!), bałam się też, że znikniemy w Trójkącie Bermudzkim!
Oczywiście te obawy (jęczenie „jestem za młoda!, nie chcę umierać!” plus miażdżenie pomocnej dłoni) nie spotkały się ze zrozumieniem mojego męża. Naszej wspólnej przyjaciółki – o Julii mowa – też nie. Oboje, jak się wydawało, bawili się całkiem nieźle. Nie turbulencjami, a moją histerią. Jedynie Patryk miał dla mnie odrobinę zrozumienia. Zorganizował mi wodę, co w samolocie rzucanym w górę i w dół nie jest takie proste, pozwalał miażdżyć sobie tę dłoń i na wszelki wypadek trzymał w pogotowiu papierową torebkę na ptactwo. Nie była potrzebna. Przyznam, że trochę udawałam.
Podróż z Nowego Jorku na Florydę była naprawdę przyjemna, a droga nad ocean, gdzie Marcin ma „domek na plaży”, przepiękna. Niech Cię nie zmyli określenie „domek na plaży”! Znasz Marcina Prado, możesz więc sobie wyobrazić, jak piękna jest jego letnia rezydencja. Sorry, nasza. Bez przerwy mnie poprawia. Tak, Marcinku, nasza… 
   Bywałam w luksusowych posiadłościach, owszem, ale tutejsze, stojące szeregiem na kilometrowej prywatnej plaży, to niemal pałace! Dom Patryków, stojący na samym skraju, jest równie wspaniały jak nasz (biedna Julia wygląda na zagubioną, niech się przyzwyczaja!), jednak wnętrza są spokojniejsze, bardziej przytulne. Zresztą znasz Patryka… Więcej czasu spędzamy u nich niż u siebie!
Hania pokochała Florydę od pierwszego wejrzenia. Nie wiem, jak ona to robi, ale bez problemu dogaduje się z dziećmi na plaży. Wiaderko, łopatka, foremki i dziecka nie ma.
Odpoczniemy nieco po ostatnich dniach – działo się tyle, że nie nadążałam myśleć! – i wracam do tabelek, tak jak Ci obiecałam, Kochana. Bogaty mąż bogatym mężem, a dobry zawód i własne pieniądze chcę mieć. Nie wiem, dlaczego narzekałaś na te tabelki! Wypełniają się właściwie same, trzeba tylko powprowadzać odpowiednie parametry i, ta-dam!, kosztorys gotowy. Oczywiście wypełnianie poszczególnych kolumn jest nudne jak flaki z olejem, no i nieco ogłupia, za to nie trzeba się użerać z popitolonym szefem. I robić mu… Domyśl się co.
No dobra, jest nudne. Gdy dojdziesz do siebie, zacznij molestować Wiktora, by jak najszybciej wyremontował pałac na Miodowej. Propozycja, bym została jego menedżerką hotelu, podoba mi się znacznie bardziej niż tabelkowanie. Myślisz, że sobie poradzę?

xxx Twoja Forever Majka


Gabrysia do Majki

Oczywiście, że sobie poradzisz! Nie mamy co do tego najmniejszej wątpliwości! Wiktor na razie jest wyłączony z prowadzenia firmy – wiesz dlaczego – gdy jednak powróci na ziemię, na pewno w pierwszej kolejności zajmie się pałacem. Stał się dla niego symbolem rodziny. Naszej całej, wielkiej rodziny Prado: Was, nas, Patryków, no i Marii. Nie wiem, jak poradziłabym sobie bez tej kochanej, dobrej, serdecznej kobiety.
Kiedy wracacie?? Tęsknimy!

xxx Twoja Gabrina


Majka do Gabrysi

Oczywiście ani słowa o moim maleńkim cudownym królewiątku! Tylko Wiktor… Wiktor… Wiktor… Okej, wiem, że czekałaś, aż sama się upomnę, więc się upominam: jak się ma mój śliczny książę? Który, tak notabene, miał być księżniczką?
Pamiętasz minę Wiktora, gdy lekarz wyciągnął maleństwo, owinął w pieluszkę, podaje Wiktorowi i mówi: „Gratuluję syna!”. Ty mało nie usiadłaś, mimo że byłaś rozkrojona, Wiktor mało dziecka nie upuścił. Pyta, patrząc na to małe, pomarszczone, krzyczące wniebogłosy Gollumiątko: „Jak to syn? Miała być córka!”. Doktor: „Przykro mi, że pana rozczarowuję, ale to chłopak”. A Wiktor… oniemiał na chwilę i się rozpłakał. Ja oczywiście zaraz po nim. Ty płakałaś, od kiedy mały wyjrzał na światło dzienne, więc się nie liczysz. 
Raz widziałam Wiktora tak szczęśliwego jak w tamtej chwili: gdy powiedziałaś „tak” na Waszym ślubie. Tyle że wtedy jeszcze się trzymał. Oczy mu błyszczały od łez, ale się trzymał. Dopiero mały Antoś sprawił, że jego tata wymiękł. Przypominaj Wiktorowi o tej chwili słabości jak najczęściej. W moim imieniu oczywiście. Gdy wrócimy, osobiście będę sobie z niego dworować.
    Uwielbiam, gdy się wkurza!
    Przyślij mi zdjęcie mojego chrzestnego synka, bo tęsknię.
To z wczoraj wydrukowałam i powiesiłam nad sekretarzykiem w moim osobistym gabinecie. Będę kolekcjonować zdjęcia naszych dzieci.
Wstajesz już z łóżka? Gorączka spadła? Jakby co, wiesz, gdzie mnie szukać. Pół dnia i jestem z powrotem!

xxx Ty już wiesz kto


Gabrysia do Majki

Przepraszam, Kochana, że nie odpisywałam, ale przez parę dni byłam wyłączona. Gorączka zakończyła się powrotem do szpitala. Myślałam, że oszaleję, bo Antoś musiał zostać w domu przez te pięć dni, a ja tak strasznie za nim tęskniłam!!! Wiktor rozdarty był między dzieckiem a mną. Jak możesz się domyślać, wybrał mnie. Tak właśnie: mnie. Antosiem zajmowała się Maria i wierzę, że ja lepiej bym się z tego nie wywiązała.
Wiktor właśnie zerka mi przez ramię, podczytując mail od Ciebie, i prosi uprzejmie, by Ci przekazać, że łzy u mężczyzny, któremu urodził się syn, to nie powód do wstydu. Dodam, że ten syn to cudowna niespodzianka, po tym jak przez kilka ostatnich miesięcy byliśmy pewni, że ma być córeczka. Mam Ci przekazać – co niniejszym czynię – że za każde wspomnienie o owych łzach zostaniesz ukarana srodze i okrutnie: przełożeniem przez kolana i mantem na gołą pupę. Oczywiście wykonawcą nie będzie Wiktor, bo to poniżej jego godności, a Twój mąż. Ja osobiście jestem pewna, że to się Wam spodoba i będziesz się z Wiktora wyśmiewała częściej niż rzadziej.
Antoś to słodkie, kochane i spokojne dziecko!
Myślałam, że noworodki bez przerwy płaczą, a tu niespodzianka: moje maleństwo tylko śpi z przerwami na karmienie i przewinięcie. Aż zaczęłam się niepokoić, bo rozumiesz…
Gdy podzieliłam się moimi obawami z Marią, nie wyśmiała mnie i nie oburzyła się, że inne matki mogą mi tylko zazdrościć, a ja się martwię. Bynajmniej. Przytuliła mnie i powiedziała, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Oczywiście rozpłakałam się, bo od urodzin Antosia wzrusza mnie wszystko, ale jestem spokojniejsza. O niebo spokojniejsza…
Bycie matką to… odmienny stan świadomości. Jesteś zupełnie bezbronna, jeśli chodzi o uczucia i emocje. Wystarczy jedno spojrzenie Antosia, bym czuła tak ogromną miłość, że to aż boli. Wiktor przeżywa chyba to samo. Nie odchodziłby od kołyski synka. Całymi godzinami potrafi patrzeć na Antosia. Po prostu patrzeć. Ma wtedy w oczach tyle miłości… I jednocześnie zdumienia, że stworzył taki cud. Wiem coś o tym. Czuję to samo.
Nie będziesz zaskoczona, jak napiszę, że szybko wyzbył się strachu przed upuszczeniem Antosia czy zrobieniem mu krzywdy. Karmienie dziecka, przewijanie, kąpiel – wszystkie te niezwykłe umiejętności przychodzą Wiktorowi ot tak! Ja nadal boję się, że Antoś wyślizgnie mi się z rąk i… wolę nie kończyć, tymczasem mój mąż po prostu kąpie go i przewija! Niesamowite…
Kolejny dzień i kolejne zdjęcie naszego książątka w załączeniu. Nie wygląda już jak mały Gollum! Może patrzę na Antosia rozkochanym spojrzeniem matki, ale czyż nie jest śliczny?

xxx Twoja Gabrysia


Majka do Gabrysi

Jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie!!! Boże, jakie ma cudne oczy!!! Myślałam, że będzie podobny do Chińczyka, bo gdy widziałam go po raz ostatni, powieczki otwierał na milimetr, może dwa, a teraz widzę, że to dziecko ma przepiękne czarne źrenice! Ciekawe po kim!! Już widzę Antosia za kilkanaście lat, jak łamie serca koleżankom z liceum… Normalnie drugi Wiktor!
    Przyślij mi więcej zdjęć! Co Ty taka skąpa się zrobiłaś??
U nas jak zwykle świeci słońce. I dosłownie, i w przenośni. Hania zaczęła wyglądać jak pogańska księżniczka. Jest opalona na czekoladkę, włoski pojaśniały jej jeszcze bardziej, piękne niebieskie oczy po prostu świecą niczym gwiazdy na opalonej buzi! Wczoraj uczesałam ją w koronę, parę loków wysunęłam, żeby okalały twarz, ubrałam Hanusię w złocistą tuniczkę, wyszłyśmy na plażę, żeby Patryki miały kilka godzin dla siebie (domyśl się, nad czym pracują całymi nocami ;)) i – imaginuj, laska, sobie – podszedł do nas facet (gości u sąsiada, plaża jest zamknięta i strzeżona, więc nikt obcy znaleźć się na niej nie może), zachwycony Hanią, zapytał, czy może zrobić małej zdjęcia. Poszukują odtwórczyni głównej roli w no-wym filmie Disneya, Hania jest tak śliczna i naturalna, przy tym śmiała… Jest pewien, że zdjęcia spodobają się reżyserowi, więc…
Więc Patryk stanowczo odpowiedział „nie”. Jego dzieci (dzieci, widzisz to?) będą miały normalne dzieciństwo, z dala od Hollywood i tamtejszego zboczonego światka. Bla, bla, bla, nagadał się za wszystkie czasy. Julia, która za trzy dni rozpoczyna zdjęcia do filmu, zapytała uprzejmie, czy mówiąc o zboczonym środowisku, ma na myśli ją, on zaczął oczywiście zaprzeczać, ona udawała urażoną, więc on zaczął ją przepraszać i… wiesz… poszli kontynuować to, nad czym pracują od paru miesięcy, my z Hanią natomiast wróciłyśmy na plażę.
Nie. Nie pozwoliłam Stanowi (to ten facet z Hollywood) na­ pstrykać Hani fotek. Nie śmiałabym sprzeniewierzyć się woli Patryka – wiesz, jaki on jest – za to zaprosiłam go (Stana) na imprezę integracyjną. Marcin stwierdził, że musi przedstawić swoją żonę i bratową nie tylko sąsiadom, ale również przyjaciołom i znajomym­.
  Będzie się działo…

xxx Twoja wierna fanka…


Gabrysia do Majki

Naprawdę Patryki chcą mieć następne dziecko?! Myślałam, że Hania im na razie wystarczy! Ta dziewczynka to żywe srebro!
Głupia jestem… Oczywiście, że chcą! Patryk zawsze marzył o dużej rodzinie! (Wiktor również, ale na razie wystarcza mu Antoś, ja po ostatnich miesiącach ciąży – wiesz, jak było ciężko – nawet nie myślę o następnej… chociaż… no dobrze, myślę, cudnie byłoby mieć jeszcze jedno maleństwo, albo dwoje, Boże, ja chyba tego nie napisałam?! Napisałam. Mimo czterdziestki na karku pragnę mieć więcej dzieci).
To, że Hanusia zwróciła na siebie uwagę kogoś z wytwórni, wcale mnie nie dziwi, ma urodę po mamie, czyli jest prześliczna. Przy tym tak pełna uroku… Bywa, że dziecko jest piękne, ale zmanierowane, złośliwe, niemiłe, i to widać w jego oczach, w skrzywionych ustach, grymasie na twarzy, ale Hania to słodka dziewczynka. Co za szczęście, że trafiła do Julii i Patryka. Chociaż… nie można mówić o szczęściu, skoro jej biologiczna mama zmarła… Zajrzę na grób Jowity, gdy tylko poczuję się na siłach. Obiecałam to Julii. I komisarzowi Brackiemu. Byłemu komisarzowi, jak pewnie wiesz, a może nie wiesz.
Wiesz?

xxx Twoja Gabrina


Majka do Gabrysi

Wiem, wiem, Kochana. Mój gnębiciel powoli staje się przyjacielem rodziny. Ja wymieniam się z nim od czasu do czasu mailami, ale wiem, że Patryk z Julią są z komisarzem – byłym komisarzem – w stałym kontakcie.
Nie tylko przez wdzięczność – dokonał cudu (wolę nie wiedzieć, jakimi sposobami) – zamieniając we wszystkich dokumentach Jowitę na Julię. Myślę, że Mariusz Bracki daje Julii poczucie tożsamości. Znał jej siostrę, spędzili wiele godzin na rozmowach, był przy niej w chwili śmierci. To dla naszej przyjaciółki wiele znaczy. Chciałaby wiedzieć o Jowicie wszystko. Pamiętnik, który przekazała jej wraz z dokumentami Hani, nie wystarcza. To oczywiste. Mnie natomiast bardziej ciekawi to, czego nie ma w pamiętniku. Choćby powód, dla którego nie chciała się przed śmiercią spotkać z siostrą bliźniaczką. Ale że ciekawość to pierwszy stopień do piekła… Myślisz, że Bracki zna prawdę? I kiedyś jeśli nie Juli, to nam ją zdradzi? Może powinnam z lekka go zaszantażować, wywołać w nim poczucie winy…?
Ciekawe, czy będzie szczęśliwy w nowym zawodzie. Straż graniczna. Bieszczady. Kto by pomyślał? Jednak… podoba mi się ten pomysł. Bracki to mimo wszystko przyzwoity facet. Jeszcze trochę i mu wybaczę spanie w szafie i parę miesięcy w klinice doktora Masłowskiego. To ostatnie nie było złe.
   Ucałuj go ode mnie przy najbliższej okazji! Tylko tak, żeby Wiktor nie widział, bo zrobi Ci scenę zazdrości!

PS. Wiedziałaś, że Masłowski podkochuje się w Tobie? ;)

xxx Twoja najukochańsza zołzowata przyjaciółka Majka

Gabrysia do Majki

Zabiję Cię za takie insynuacje! Normalnie Cię zabiję!

PS. Wiedziałam.


Majka do Gabrysi

A wiesz, że Julia jest w ciąży?


Gabrysia do Majki

Cooooo????? Mówisz serio czy żartujesz????? Aaaaa!!!


Majka do Gabrysi

Mówię zupełnie serio.

Dodam, że ja też.


Gabrysia do Majki

CO TY TEŻ???


Majka do Gabrysi

Też będę miała dziecko, Gabrysiu.
Jestem szczęśliwa…