Moja Kochana Matko Polko!
Dolecieliśmy
szczęśliwie. Nad oceanem trochę rzucało, przy czym „trochę” to spore
niedomówienie. Prawdę mówiąc, czułam się w pewnej chwili jak but w trumnie (nie
pytaj, dlaczego to porównanie przyszło mi w tamtej chwili na myśl, tak się
właśnie czułam!), bałam się też, że znikniemy w Trójkącie Bermudzkim!
Oczywiście te obawy
(jęczenie „jestem za młoda!, nie chcę umierać!” plus miażdżenie pomocnej dłoni)
nie spotkały się ze zrozumieniem mojego męża. Naszej wspólnej przyjaciółki – o
Julii mowa – też nie. Oboje, jak się wydawało, bawili się całkiem nieźle. Nie
turbulencjami, a moją histerią. Jedynie Patryk miał dla mnie odrobinę
zrozumienia. Zorganizował mi wodę, co w samolocie rzucanym w górę i w dół nie
jest takie proste, pozwalał miażdżyć sobie tę dłoń i na wszelki wypadek trzymał
w pogotowiu papierową torebkę na ptactwo. Nie była potrzebna. Przyznam, że
trochę udawałam.
Podróż z Nowego
Jorku na Florydę była naprawdę przyjemna, a droga nad ocean, gdzie Marcin ma
„domek na plaży”, przepiękna. Niech Cię nie zmyli określenie „domek na plaży”!
Znasz Marcina Prado, możesz więc sobie wyobrazić, jak piękna jest jego letnia
rezydencja. Sorry, nasza. Bez przerwy mnie poprawia. Tak, Marcinku, nasza…
Bywałam w luksusowych posiadłościach,
owszem, ale tutejsze, stojące szeregiem na kilometrowej prywatnej plaży, to
niemal pałace! Dom Patryków, stojący na samym skraju, jest równie wspaniały jak
nasz (biedna Julia wygląda na zagubioną, niech się przyzwyczaja!), jednak
wnętrza są spokojniejsze, bardziej przytulne. Zresztą znasz Patryka… Więcej
czasu spędzamy u nich niż u siebie!
Hania pokochała
Florydę od pierwszego wejrzenia. Nie wiem, jak ona to robi, ale bez problemu
dogaduje się z dziećmi na plaży. Wiaderko, łopatka, foremki i dziecka nie ma.
Odpoczniemy nieco
po ostatnich dniach – działo się tyle, że nie nadążałam myśleć! – i wracam do
tabelek, tak jak Ci obiecałam, Kochana. Bogaty mąż bogatym mężem, a dobry zawód
i własne pieniądze chcę mieć. Nie wiem, dlaczego narzekałaś na te tabelki!
Wypełniają się właściwie same, trzeba tylko powprowadzać odpowiednie parametry
i, ta-dam!, kosztorys gotowy. Oczywiście wypełnianie poszczególnych kolumn jest
nudne jak flaki z olejem, no i nieco ogłupia, za to nie trzeba się użerać z
popitolonym szefem. I robić mu… Domyśl się co.
No dobra, jest
nudne. Gdy dojdziesz do siebie, zacznij molestować Wiktora, by jak najszybciej
wyremontował pałac na Miodowej. Propozycja, bym została jego menedżerką hotelu,
podoba mi się znacznie bardziej niż tabelkowanie. Myślisz, że sobie poradzę?
xxx Twoja Forever
Majka
Gabrysia do Majki
Oczywiście, że
sobie poradzisz! Nie mamy co do tego najmniejszej wątpliwości! Wiktor na razie
jest wyłączony z prowadzenia firmy – wiesz dlaczego – gdy jednak powróci na
ziemię, na pewno w pierwszej kolejności zajmie się pałacem. Stał się dla niego
symbolem rodziny. Naszej całej, wielkiej rodziny Prado: Was, nas, Patryków, no
i Marii. Nie wiem, jak poradziłabym sobie bez tej kochanej, dobrej, serdecznej
kobiety.
Kiedy wracacie?? Tęsknimy!
xxx Twoja Gabrina
Majka do Gabrysi
Oczywiście ani
słowa o moim maleńkim cudownym królewiątku! Tylko Wiktor… Wiktor… Wiktor… Okej,
wiem, że czekałaś, aż sama się upomnę, więc się upominam: jak się ma mój
śliczny książę? Który, tak notabene, miał być księżniczką?
Pamiętasz minę
Wiktora, gdy lekarz wyciągnął maleństwo, owinął w pieluszkę, podaje Wiktorowi i
mówi: „Gratuluję syna!”. Ty mało nie usiadłaś, mimo że byłaś rozkrojona, Wiktor
mało dziecka nie upuścił. Pyta, patrząc na to małe, pomarszczone, krzyczące
wniebogłosy Gollumiątko: „Jak to syn? Miała być córka!”. Doktor: „Przykro mi,
że pana rozczarowuję, ale to chłopak”. A Wiktor… oniemiał na chwilę i się
rozpłakał. Ja oczywiście zaraz po nim. Ty płakałaś, od kiedy mały wyjrzał na
światło dzienne, więc się nie liczysz.
Raz widziałam
Wiktora tak szczęśliwego jak w tamtej chwili: gdy powiedziałaś „tak” na Waszym
ślubie. Tyle że wtedy jeszcze się trzymał. Oczy mu błyszczały od łez, ale się
trzymał. Dopiero mały Antoś sprawił, że jego tata wymiękł. Przypominaj
Wiktorowi o tej chwili słabości jak najczęściej. W moim imieniu oczywiście. Gdy
wrócimy, osobiście będę sobie z niego dworować.
Uwielbiam,
gdy się wkurza!
Przyślij
mi zdjęcie mojego chrzestnego synka, bo tęsknię.
To z wczoraj
wydrukowałam i powiesiłam nad sekretarzykiem w moim osobistym gabinecie. Będę
kolekcjonować zdjęcia naszych dzieci.
Wstajesz już z
łóżka? Gorączka spadła? Jakby co, wiesz, gdzie mnie szukać. Pół dnia i jestem z
powrotem!
xxx Ty już wiesz kto
Gabrysia do Majki
Przepraszam,
Kochana, że nie odpisywałam, ale przez parę dni byłam wyłączona. Gorączka
zakończyła się powrotem do szpitala. Myślałam, że oszaleję, bo Antoś musiał
zostać w domu przez te pięć dni, a ja tak strasznie za nim tęskniłam!!! Wiktor
rozdarty był między dzieckiem a mną. Jak możesz się domyślać, wybrał mnie. Tak
właśnie: mnie. Antosiem zajmowała się Maria i wierzę, że ja lepiej bym się z
tego nie wywiązała.
Wiktor właśnie
zerka mi przez ramię, podczytując mail od Ciebie, i prosi uprzejmie, by Ci
przekazać, że łzy u mężczyzny, któremu urodził się syn, to nie powód do wstydu.
Dodam, że ten syn to cudowna niespodzianka, po tym jak przez kilka ostatnich
miesięcy byliśmy pewni, że ma być córeczka. Mam Ci przekazać – co niniejszym
czynię – że za każde wspomnienie o owych łzach zostaniesz ukarana srodze i
okrutnie: przełożeniem przez kolana i mantem na gołą pupę. Oczywiście wykonawcą
nie będzie Wiktor, bo to poniżej jego godności, a Twój mąż. Ja osobiście jestem
pewna, że to się Wam spodoba i będziesz się z Wiktora wyśmiewała częściej niż
rzadziej.
Antoś to słodkie, kochane i spokojne
dziecko!
Myślałam, że
noworodki bez przerwy płaczą, a tu niespodzianka: moje maleństwo tylko śpi z
przerwami na karmienie i przewinięcie. Aż zaczęłam się niepokoić, bo rozumiesz…
Gdy podzieliłam się
moimi obawami z Marią, nie wyśmiała mnie i nie oburzyła się, że inne matki mogą
mi tylko zazdrościć, a ja się martwię. Bynajmniej. Przytuliła mnie i
powiedziała, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Oczywiście rozpłakałam
się, bo od urodzin Antosia wzrusza mnie wszystko, ale jestem spokojniejsza. O
niebo spokojniejsza…
Bycie matką to…
odmienny stan świadomości. Jesteś zupełnie bezbronna, jeśli chodzi o uczucia i
emocje. Wystarczy jedno spojrzenie Antosia, bym czuła tak ogromną miłość, że to
aż boli. Wiktor przeżywa chyba to samo. Nie odchodziłby od kołyski synka.
Całymi godzinami potrafi patrzeć na Antosia. Po prostu patrzeć. Ma wtedy w
oczach tyle miłości… I jednocześnie zdumienia, że stworzył taki cud. Wiem coś o
tym. Czuję to samo.
Nie będziesz
zaskoczona, jak napiszę, że szybko wyzbył się strachu przed upuszczeniem
Antosia czy zrobieniem mu krzywdy. Karmienie dziecka, przewijanie, kąpiel –
wszystkie te niezwykłe umiejętności przychodzą Wiktorowi ot tak! Ja nadal boję
się, że Antoś wyślizgnie mi się z rąk i… wolę nie kończyć, tymczasem mój mąż po
prostu kąpie go i przewija! Niesamowite…
Kolejny dzień i kolejne zdjęcie naszego
książątka w załączeniu. Nie wygląda już jak mały Gollum! Może patrzę na Antosia
rozkochanym spojrzeniem matki, ale czyż nie jest śliczny?
xxx Twoja Gabrysia
Majka do Gabrysi
Jest
najpiękniejszym dzieckiem na świecie!!! Boże, jakie ma cudne oczy!!! Myślałam,
że będzie podobny do Chińczyka, bo gdy widziałam go po raz ostatni, powieczki
otwierał na milimetr, może dwa, a teraz widzę, że to dziecko ma przepiękne
czarne źrenice! Ciekawe po kim!! Już widzę Antosia za kilkanaście lat, jak
łamie serca koleżankom z liceum… Normalnie drugi Wiktor!
Przyślij
mi więcej zdjęć! Co Ty taka skąpa się zrobiłaś??
U nas jak zwykle
świeci słońce. I dosłownie, i w przenośni. Hania zaczęła wyglądać jak pogańska
księżniczka. Jest opalona na czekoladkę, włoski pojaśniały jej jeszcze bardziej,
piękne niebieskie oczy po prostu świecą niczym gwiazdy na opalonej buzi!
Wczoraj uczesałam ją w koronę, parę loków wysunęłam, żeby okalały twarz,
ubrałam Hanusię w złocistą tuniczkę, wyszłyśmy na plażę, żeby Patryki miały
kilka godzin dla siebie (domyśl się, nad czym pracują całymi nocami ;)) i –
imaginuj, laska, sobie – podszedł do nas facet (gości u sąsiada, plaża jest
zamknięta i strzeżona, więc nikt obcy znaleźć się na niej nie może), zachwycony
Hanią, zapytał, czy może zrobić małej zdjęcia. Poszukują odtwórczyni głównej
roli w no-wym filmie Disneya, Hania jest tak śliczna i naturalna, przy tym
śmiała… Jest pewien, że zdjęcia spodobają się reżyserowi, więc…
Więc Patryk
stanowczo odpowiedział „nie”. Jego dzieci (dzieci, widzisz to?) będą miały normalne
dzieciństwo, z dala od
Hollywood i
tamtejszego zboczonego światka. Bla, bla, bla, nagadał się za wszystkie czasy.
Julia, która za trzy dni rozpoczyna zdjęcia do filmu, zapytała uprzejmie, czy
mówiąc o zboczonym środowisku, ma na myśli ją, on zaczął oczywiście zaprzeczać,
ona udawała urażoną, więc on zaczął ją przepraszać i… wiesz… poszli kontynuować
to, nad czym pracują od paru miesięcy, my z Hanią natomiast wróciłyśmy na plażę.
Nie. Nie pozwoliłam
Stanowi (to ten facet z Hollywood) na pstrykać Hani fotek. Nie śmiałabym
sprzeniewierzyć się woli Patryka – wiesz, jaki on jest – za to zaprosiłam go
(Stana) na imprezę integracyjną. Marcin stwierdził, że musi przedstawić swoją
żonę i bratową nie tylko sąsiadom, ale również przyjaciołom i znajomym.
Będzie
się działo…
xxx Twoja wierna
fanka…
Gabrysia do Majki
Naprawdę Patryki
chcą mieć następne dziecko?! Myślałam, że Hania im na razie wystarczy! Ta
dziewczynka to żywe srebro!
Głupia jestem…
Oczywiście, że chcą! Patryk zawsze marzył o dużej rodzinie! (Wiktor również,
ale na razie wystarcza mu Antoś, ja po ostatnich miesiącach ciąży – wiesz, jak
było ciężko – nawet nie myślę o następnej… chociaż… no dobrze, myślę, cudnie
byłoby mieć jeszcze jedno maleństwo, albo dwoje, Boże, ja chyba tego nie
napisałam?! Napisałam. Mimo czterdziestki na karku pragnę mieć więcej dzieci).
To, że Hanusia
zwróciła na siebie uwagę kogoś z wytwórni, wcale mnie nie dziwi, ma urodę po
mamie, czyli jest prześliczna. Przy tym tak pełna uroku… Bywa, że dziecko jest
piękne, ale zmanierowane, złośliwe, niemiłe, i to widać w jego oczach, w
skrzywionych ustach, grymasie na twarzy, ale Hania to słodka dziewczynka. Co za
szczęście, że trafiła do Julii i Patryka. Chociaż… nie można mówić o szczęściu,
skoro jej biologiczna mama zmarła… Zajrzę na grób Jowity, gdy tylko poczuję się
na siłach. Obiecałam to Julii. I komisarzowi Brackiemu. Byłemu komisarzowi, jak
pewnie wiesz, a może nie wiesz.
Wiesz?
xxx Twoja Gabrina
Majka do Gabrysi
Wiem, wiem,
Kochana. Mój gnębiciel powoli staje się przyjacielem rodziny. Ja wymieniam się
z nim od czasu do czasu mailami, ale wiem, że Patryk z Julią są z komisarzem –
byłym komisarzem – w stałym kontakcie.
Nie tylko przez
wdzięczność – dokonał cudu (wolę nie wiedzieć, jakimi sposobami) – zamieniając
we wszystkich dokumentach Jowitę na Julię. Myślę, że Mariusz Bracki daje Julii
poczucie tożsamości. Znał jej siostrę, spędzili wiele godzin na rozmowach, był
przy niej w chwili śmierci. To dla naszej przyjaciółki wiele znaczy. Chciałaby
wiedzieć o Jowicie wszystko. Pamiętnik, który przekazała jej wraz z dokumentami
Hani, nie wystarcza. To oczywiste. Mnie natomiast bardziej ciekawi to, czego
nie ma w pamiętniku. Choćby powód, dla którego nie chciała się przed śmiercią
spotkać z siostrą bliźniaczką. Ale że ciekawość to pierwszy stopień do piekła…
Myślisz, że Bracki zna prawdę? I kiedyś jeśli nie Juli, to nam ją zdradzi? Może
powinnam z lekka go zaszantażować, wywołać w nim poczucie winy…?
Ciekawe, czy będzie
szczęśliwy w nowym zawodzie. Straż graniczna. Bieszczady. Kto by pomyślał?
Jednak… podoba mi się ten pomysł. Bracki to mimo wszystko przyzwoity facet.
Jeszcze trochę i mu wybaczę spanie w szafie i parę miesięcy w klinice doktora
Masłowskiego. To ostatnie nie było złe.
Ucałuj go ode mnie przy najbliższej okazji! Tylko tak, żeby Wiktor
nie widział, bo zrobi Ci scenę zazdrości!
PS. Wiedziałaś, że Masłowski podkochuje się
w Tobie? ;)
xxx Twoja
najukochańsza zołzowata przyjaciółka Majka
Gabrysia do Majki
Zabiję Cię za takie insynuacje! Normalnie
Cię zabiję!
PS. Wiedziałam.
Majka do Gabrysi
A wiesz, że Julia jest w ciąży?
Gabrysia do Majki
Cooooo????? Mówisz serio czy żartujesz?????
Aaaaa!!!
Majka do Gabrysi
Mówię zupełnie serio.
Dodam, że ja też.
CO TY TEŻ???
Majka do Gabrysi
Też będę miała dziecko, Gabrysiu.
Jestem szczęśliwa…
